| meagreland.blog.pl - archiwum: 17 maja 2009, niedziela |
| Strona główna |
17 maja 2009, niedzielaObudziłam się wcześnie jeszcze nawet przed budzikiem. Nie mogłam spać, targana wciąż myślami o ED. Miałam krótką przerwę w pisaniu - zaledwie kilka dni, ale dla mnie to już i tak dużo - właśnie z powodu wątpliwości, które się ostatnio pojawiły. Nie mówię bynajmniej o tym, że zastanawiam się nad olaniem diety i ćwiczeń. Nie! W życiu! Nie rozważałam porzucenia odchudzania, a bardziej nad sposobem, jakim chciałabym dotrzeć do celu. Przyznam się, że strasznie korciło mnie i pewnie nadal korci wykupienie jakiś drogich, tajemniczych "tabletek cud". Jedne już nawet kupiłam, ale po dwóch dniach stosowania po prostu je odstawiłam. Może to właśnie takie pójście na łatwizne? Sama nie wiem... Może lepiej pomęczyć się trochę bardziej, ale nie rujnując sobie przy tym zdrowia? Mam wiele wątpliwości i może właśnie ich liczebność skłoniła mnie do porzucenia tego pomysłu. Choć nie obiecuje, że zawsze będę stroniła od wspomagaczy. Jestem w końcu kobietą, a kobieta zmienną jest. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia - kwestia mojego zdrowia. Jakby samych przeciwskazań zażywania tego typu leków było mało dla normalnej, zdrowej osoby to z pewnością dla "chorej" jest o wiele więcej. Tym bardziej powinnam się trzy razy zastanowić, nim podejmę jakąkolwiek decyzję. Pewnie zaintrygowało Was słowo "chora". Może nie do końca mój stan zdrowia można nazwać złym, ale z pewnością nie wzbudza on powszechnego zachwytu, a wręcz przeciwnie - ludzie słuchający mojej wyliczanki dolegliwości związanych z układem trawiennym, zamierają i wpatrują się we mnie z rozdziawionymi ustami. To może drobne defekty, ale zmieniające moje codzienne życie. Do tej pory była to zmiana niewielka, od dziś będzie diametralna! Po pierwsze mam nietolerancje laktozy. To wiem od dawna. Nie wolno mi mleka, lodów, czekolad. Tego staram się unikać. Mleka nie piłam od ho-ho-ho i jeszcze dalej. Gorzej z lodami i czekoladą, ale to też ograniczam. Ten drobny efekt mojego ustroju nie tłumaczy jednak, dlaczego tak źle się czuje po węglowodanach. Czemu puchnę? Czemu mam pękaty brzuch, mimo niewielkiej ilości zjedzonego np. chleba. Kilka dni temu napisała do mnie Kumpela, że ma skazę białkową i celiakie. Nigdy o tym drugim nie słyszałam, więc odszukałam w internecie informacji na temat tej tajemniczej choroby. Dowiedziałam się, że osoby z celiakią nie tolerują białka glutenu, który jest w zbożach. Może się to objawiać się z opóźnieniem i symptomy wcale nie muszą być związane z układem trawiennym. Cechuje się niedoborem żelaza (co na ostatnich badaniach u mnie stwierdzono, choć jeszcze rok temu wszystko miałam w normie), silnymi bólami brzucha (zdarza mi się to często, jak sądziłam do tej pory - całkiem bez powodu) i jeszcze innymi czynnikami, których nie pamiętam, ale które pokrywały się w pełni z tym, co ja odczuwam. Podobno 96% osób cierpiących na nietolerancję laktozy prędzej czy później będzie miało celiakie. Moja choroba to podobno jedynie wstęp do tego drugiego z tą różnicą, że celiakie można leczyć, a nietolerancja laktozy zostaje na całe życie. To na "C" to choroba, a to na "N", jakby taka alergia. Heh! 96%! Wyobrażacie sobie, jak to wiele? To 364 800 Polaków, na 360 000 chorujących. Nawet nie śmię marzyć, że znajduję się w tej chlubnej mniejszości 13 200 "szczęśliwców". Od zawsze nie lubię tłumów... Pisząc "szczęśliwców" w cudzysłowiu miałam na myśli dietę, której musi przestrzegać osoba z celiakią. Jest to dieta ścisła, rygorystyczna i bardzo ograniczona. Co rozwiązało, by kilka moich problemów. Nie to, żebym specjalnie się "uchorobowała" byle tylko ktoś nie mógł mi powiedzieć, że jem dziwnie, byle tylko mieć silny argument w dłoni. Nie! Same widzicie, że ryzyko nosicielstwa jest u mnie duże. Na badania zbytnio mnie nie stać. Jest to wydatek rzędu kilkuset złotych. Żartowałam sobie wczoraj z Mamą, że byłoby głupio wydawać tyle pieniędzy na badania, gdyby miało nic nie wyjść, że już lepiej, żeby coś wyszło. Szokujące, ale ja myślę tak NAPRAWDĘ! Zdecydowaliśmy, że na jakiś czas przejdę na tą dietę bezglutenową i zobaczymy, jak będę się czuła. Może taka dieta będzie mi bardziej odpowiadać, niż normalna. Może pozwoli mi tej choroby uniknąć, o ile w ogóle jeszcze jej nie mam. Życie bezglutenowe pozwala na jedzenie i picie: herbat, zwykłej kawy, wody; warzyw i owoców; świeżych ryb i mięs; mleka, jaj, kefirów, maślanek i serów (białych); oliwy z oliwek, ziół i octu; makaronów, ryżu i pieczywa jedynie bezglutenowego; orzechy i migdały. Ze słodyczy wolno jedynie jeść lizaki, budynie, kiśle i czekoladę. Piękna dieta! Szkoda mi jedynie tego pieczywa, które i tak jem rzadko i otrębów, które jem częściej, ale cóż... Życie już takie jest, że wymaga wielu wyrzeczeń. Od listy rzeczy dozwolonych odchodzi jeszcze mleko i czekolada z powodu moje nietolerancji oraz mięso z powodu mojego wegetarianizmu, ściślej mówiąc laktoowowegetarianizmu. Nie wiele zostaje, ale jak dla mnie to tak w sam raz. Herbaty, kawy, warzywa, owoce, ryby, jaja, kefiry, zioła i lizaki są, więc nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Będę silna i dam radę. Teraz mam dużo większą motywacje, bo dieta nie tylko będzie wpływać na moje ciało, ale i zdrowie. Myślę, że stosując ją obniżę też ryzyko cukrzycy. Mój Dziadek cierpiał na tą chorobę, a jest ona przekazywana, co drugie pokolenie. Moja Siostra ma już hipoglikemie, więc wstęp do cukrzycy, a zdrowo się odżywia i ćwiczy. Nie chcę mieć tego samego, co Dziadek, a nawet tego, co ma D. i musieć mierzyć przed i po każdym posiłku poziom cukru we krwi, jak to Ona robi. A nawet, jeśli Wszyscy w koło stwierdzą, że przesadzam i świruję bez powodu to mam to gdzieś. W końcu ryzyko jest duże, a to moje życie i jeśli już to ja będę chora - nie Oni! 10:34 Ew słusznie zauważyła, że jem ryby, więc nie mogę być taką stuprocentową vege. Jednak zamierzam wyeliminować ze swojej diety nawet je. Od dawna o tym myślę. Moim zamierzeniem było stać się całkowitą wegetarianką, ale wiem, że nie można się nią stać z dnia na dzień. Trzeba robić to stopniowo i zdobyć potrzebną wiedzę na temat zastępowania mięsa produktami roślinnymi. Od trzech lat nie jem mięsa. Ryb też mam zamiar nie jeść. Nie będzie łatwo przekonać do tego moich Rodziców, ale to w końcu moje życie, prawda? Poza tym piję kawę i herbatę, co podobno też jest zabraniane w wegetarianizmie albo przynajmniej zaleca się unikać tych produktów. Tą zasadę nie bardzo rozumiem. Co kawa i herbata mają do zwierząt? No i podobno nie wolno palić. No cóż... Wegetarianizm ma promować zdrowie, ale przede wszystkim walczyć o prawa zwierząt, więc co mają palenie papierosów jednej osoby do życia innych istot? Nie mam pojęcia! Tej zasady nie wyznaje. Co inni mają do mojego palenia? Nic! Ot co! Zresztą jedna fajka na tydzień to nie jest znowu taka zbrodnia. :D Przez całą resztę czasu usilnie walczę z nałogiem palenia, szczególnie mojej Mamy. :D No i jeszcze zostaje kwestia cukru. Jego też należy unikać, chyba że w formie miodu. Hm... Tego też nie kumam, bo w końcu to miód jest bliższy zwierzętom niż cukier, ale ta zasada akurat specjalnie mi nie przeszkadza. 19:01 Ze względu na Rodziców (Oni są raczej przeciwni mojemu wegetarianizmowi, szczególnie Mama) i na swój stan zdrowia zdecydowałam, że faktycznie nie mogę stosować kilku diet na raz, które są dietami eliminacyjnymi. Jeszcze trochę, a skończy się, że będę jechać na wodzie i listku sałaty. Dlatego obiecałam Mamie, że będę od czasu do czasu sięgać po otręby Sante, ciemny chleb Schulstad i może ciemny makaron bezglutenowy (?) (w to ostatnie wątpie, bo nawet teraz tego nie jadłam, a jeśli już to raz na ruski rok). Do tego raczej nie zrezygnuje z ryb. Może ograniczę trochę, ale póki co zrezygnować nie mogę. Poza tym jedyna ryba, jaką jem jest tuńczyk z puszki, więc w sumie mogę powiedzieć, że nie jem wszystkich ryb, a tylko tą jedną. Wiem, że to nie jest pełny wegetarianizm, ale póki co muszę zadowolić się taryfą ulgową. No trudno... Niech nazywają mnie 'pseudo' wegetarianką! Mam tylko nadzieję, że kiedyś stanę się pełnoprawną przedstawicielką tego gatunku. A narazie... Kupię sobie jakąś pożądną książkę o vege i wreszcie podchodząc do tego poważnie zapoznam się dokładnie z informacjami i przepisami, które pozwolą mi zbilansować dietę tak, by nie brakowało mi w nim ryb, z których kiedyś na pewno zrezygnuję. I cudowna Gisele :) Sayuri
skomentuj (21) moje kochane:* |